"NA PÓŁNOC"
nadesłane przez: Elin 


“I feel you all around me
Though you're no more in this space
You're nowhere to be found
There's not a breath of you in here
Leaving us behind
I just can't do it all the way
And nothing can describe
The feeling of dancing with this pain”

***

Wbiegłam na wielki, biały prom i stwierdziłam, że już nic, nigdy nie będzie w stanie zburzyć mojego szczęścia. Nawet moje policzki powoli męczyły się i zaczynały coraz silniej pobolewać od ciągłego uśmiechu. Nigdy wcześniej nie znałam tak przyjemnego zmęczenia, tak prostego i nieskończenie pozytywnego uczucia. Byłam lekka. Gdybym tylko zechciała, mogłabym odbić się od pokładu, wzbić wysoko w obłoki i dołączyć do ptaków, które odprawiały nade mną z pasją swój codzienny rytuał, gubiąc przy tym pióra i pokrzykując niemiłosiernie głośno. Moje włosy radośnie tańczyły z chłodnym, morskim wiatrem, a słońce gładziło je delikatnie i malowało pędzlem swych promieni, zmieniając ich blask tysiącami odcieni złota, miedzi i brązu. Dzięki temu one też się śmiały, gdyż wiedziały, że płynę do ciebie.

Rozejrzałam się wokół. Otaczał mnie kolorowy jarmark ludzi. Wszyscy namalowani byli blaskiem, impresjonistyczną paletą pastelowych barw, zdawali się weselić, a ich skóra przesiąknięta była fantazją i letnim żarem. Może płynęli tym promem z nadziejami na lepsze życie. Widziałam na ich twarzach świeże i soczyste marzenia, czasem trochę mniejsze, a czasem po prostu słodką, jak czekolada, radość. Pewnie mieli odwiedzić kogoś bliskiego ich duszom.

Spojrzałam w niebo. Zawsze tak robię, gdy jestem szczęśliwa. Tego dnia, miało ono kolor turkusowego błękitu i barwą tą przypominało mi kwiaty, których nazwy nie pamiętałam, a które widziałam tylko raz w życiu, dawno temu, chyba na łące. Przez krótką chwilę poczułam nawet ich lekko waniliowy zapach. Ale kolejny powiew wiatru skradł go łapczywie, zostawiając tylko ulotną woń morskiej bryzy. Bialutkie, miękkie chmurki, niczym rozkoszne baranki, lub dmuchane porcje bitej śmietany, sunęły leniwie po swoim terytorium i spoglądały na mnie życzliwie. Ich przyjazny wzrok pieścił mnie niczym miękki puch wiejskiej pościeli, czułam na sobie dotyk słońca i niebywałą siłę, którą dawało mi morze. Moimi żyłami płynął teraz gorący potok, który zdawał się wzmacniać wszystkie części mojego ciała, rwał szalenie aż do serca, a stamtąd do każdej, najodleglejszej nawet komórki.

Jedna z rozkrzyczanych mew odłączyła się nagle od stada i zatoczyła nade mną biały krąg. Powiedziała mi, że na mnie czekasz. I odleciała. Po chwili podszedł do mnie jakiś mężczyzna i chyba próbował nawiązać rozmowę. Ale ja byłam nieobecna, nie słyszałam jego głosu, widziałam tylko ruch jego warg. Nic mnie nie obchodził, był dla mnie tylko cieniem, szarym pyłem. Spojrzałam na spiętrzone pod nami fale i uśmiechnęłam się do siebie raz jeszcze. Na myśl o tobie.

Po długich, leniwych chwilach rozkoszowania się widokiem morskiego portu i napawania się magicznymi siłami natury, wróciłam do swojej kabiny i położyłam się na miękkim łóżku. Byłam tak bardzo zmęczona podróżą, tak silnie przesycona uczuciami, że musiałam dać ciału odetchnąć, by nie odmówiło mi posłuszeństwa w dalszej drodze. Nie śniłam o tobie, nie śniłam o niczym.

W końcu dopłynęliśmy do szwedzkiego portu w Ystad. Znów przywitało mnie słońce, tym razem już nieco przypalone ciemną, pachnącą pomarańczą i cynamonem, ale równie ciepłe i troskliwe, co zwykle. Pocałowało mnie delikatnie na dobranoc i zaczęło swą wędrówkę ku horyzontowi. A ja mijałam teraz na swej drodze ogromne skały. To właśnie one zapadły mi w pamięć na nowym lądzie jako pierwsze, gdyż były tak wielkie, że nie potrafiłam ogarnąć ich wzrokiem, nie pojmowałam ich, tylko cichutko podziwiałam. Mijaliśmy surowe, szczupłe drzewa, które zdawały się witać mnie skandynawskim chłodem swych zdrowych liści i pachnących igieł, oraz gładkie, atramentowe tafle czystych jezior, będące schronieniem dla wodnych rusałek i innych dziwacznych stworzeń. Odnalazłam w tym krajobrazie cząstkę ciebie. Wiedziałam, że oglądasz go od dzieciństwa, że jest twoją naturą, składnikiem twoich dni. I dlatego wszystko wydawało mi się tak bliskie, choć przecież na co dzień tak odległe. Oparta o szybę chłonęłam każdy centymetr nowego świata i zastanawiałam się czy w tych lasach naprawdę mieszkają trolle. A jeśli tak, to jak wyglądają? Czy rzeczywiście zdają się być szalenie groźne, a w rzeczywistości są głupiutkie, śmieszne i zupełnie nieszkodliwe? Chciałam, żebyś mi o nich opowiedział.

Zatrzymaliśmy się koło jakiegoś motelu pod Göteborgiem, gdy krajobraz otulony był już głęboką ciemnością. Jednak tuż nad horyzontem rozciągała się jeszcze szeroka smuga wątłego światła. Nigdy nie widziałam czegoś takiego, przecież była już blisko północ... Ale ty znasz dobrze ten widok, prawda? Spojrzałam do góry i zgadnij, co wtedy zobaczyłam. Spadającą gwiazdę. Po raz pierwszy od tak dawna moim oczom ukazał się jeden z tych cudów, których tak uwielbiałam być świadkiem. Lecz tym razem, nie zdołałam wypowiedzieć życzenia. To, o co rozpaczliwie błagało moje serce, nie przeszło mi przez gardło. Bo zdałam sobie sprawę z tego, że ty nie chcesz, aby moje pragnienie się spełniło. I całe to szczęście, które rozrywało mnie swą kosmiczną mocą jeszcze niedawno, zaczęło się powoli oddalać, rozmywać się jak akwarela na papierze, gdzieś tam, za horyzontem. Niczym ta gwiazda, która zostawiła po sobie tylko ulotne wspomnienie w mojej świadomości. Siłę zastąpiła słabość, a potok zmienił się w skałę.

Ścisnęłam mocniej w ręce kosmetyczkę i udałam się co motelowej toalety. Szłam wolno, bo nogi ciążyły mi strasznie. Ciągnęłam za sobą bagaż uczuć, które były teraz nieogarniętym chaosem, nieskrystalizowaną materią czekającą w niepokoju na ostateczne wypowiedzenie. Nie mogłam złapać tchu, gdy w lustrze ujrzałam twoją twarz. Patrzyłeś na mnie tak jak dawniej, ale mówiłeś gniewnie, że mnie nie kochasz, nigdy nie kochałeś. Że jestem głupia i naiwna, przecież trolle nie istnieją. Poczułam jak trujące łzy napływają mi do oczu, a wszystko wokół spowija wilgotna mgła. Pozwoliłam ciężkim powiekom opaść i ukoić ból. Nie widziałam nic, ale czułam ciebie, ciebie, ciebie...

W autokarze położyłam się na dwóch siedzeniach i we śnie płakałam najciszej jak potrafiłam. Żeby nikt mnie nie usłyszał. Połykałam słone łzy i jedyne, czego pragnęłam, to zawrócić. Nigdy więcej cię nie zobaczyć.

***

“I see the rain in the sky
I see your face
Through every tear that I cry
With every breath and every sound
I can hear another voice and swear that you're around
And every word is clear
'Cause I know
The memory won't let go
Until you're mine
To love again”

***

Nie zauważyłam nawet, jak minęliśmy granicę i wjechaliśmy na teren Norwegii. Obudziłam się w miejscu, które tak mocno kochasz. I które kocham ja, za to, że mi cię dało. Był świt, a szare, pachnące trawą opary unosiły się nad jeziorami, tworząc obraz, który rodził się w mojej głowie, zawsze, gdy myślałam o twoim kraju. Zimnym, niedostępnym, groźnym i jakże niewyobrażalnie pięknym. Wydawało mi się, że dawno temu jądro Ziemi wybrało sobie Północ na obszar swych katorżniczych prac, bo chciało zrodzić coś nieskończenie doskonałego, coś, co stać się miało namiastką raju, gdzie natura królowałaby niepodzielnie, a wszyscy pragnący tu zamieszkać znali swoje obowiązki oraz respektowali tutejsze prawa.

Zimny asfalt uciekał szybko pod kołami autokaru, który wiózł mnie teraz do samego serca twojej ziemi. Nie wiedziałam, czy wczorajsze łzy naprawdę spłynęły z moich oczu, czy były tylko złym snem, nieludzko okrutną iluzją. Nie chciałam wiedzieć, bo jedynym ich wspomnieniem była lekko piekąca zadra w sercu, która bolała mnie mocniej, gdy myślami wracałam do dnia, w którym cię straciłam. Ale starałam się, choć na te kilka tygodni, uwolnić się od wspomnień. Nie wiem nawet kiedy, skała znów zaczęła się zmieniać w potok.

Napawałam się lodowatym powietrzem, majestatycznymi górami i rzekami, które przesuwały się szybko za oknem mknącego po autostradzie pojazdu. I pomyślałam, że mewa na promie nie mogła mnie okłamać. Przecież mewy nie kłamią.

Uśmiechnąłeś się tak pięknie, gdy mnie zobaczyłeś. Wpadłam ci w ramiona i nie chciałam, żebyś kiedykolwiek przestał mnie przytulać. Czułam twoją twarz koło swojej, a reszta była banalna. A co ty wtedy czułeś? Przeszłość? Proszę, powiedz, że tak. Powiedz, że gdy weźmiesz mnie następnym razem w ramiona, będą znów moje. I rozgrzejesz serce, które zamarzło mi na Północy.

-----

wykorzystane fragmenty piosenek Lary Fabian "Intoxicated" (L. Fabian/ G. Barlow), "To Love Again" (L.Fabian/ R. Allison)

 

"ODEJDŹ"
nadesłane przez: Elin 

Zabawne, że to tu, w tym mieście, urodziłam się całkiem naga i bezbronna, i tutaj taką mnie zostawiłeś. To nigdy nie powinno było się zdarzyć. Nawet nie wiesz, jak bardzo boli mówić o tym, że magia nie powinna była mieć miejsca. Wtedy to ja jej nie chciałam, a dzisiaj nie chcesz jej ty. Gdy się zjawiłeś, pragnęłam się chronić. Przed tobą, przed tym, co miało nadejść. Już wtedy czułam, że moja dusza nie myli się błagając o ratunek. Nie zdajesz sobie nawet sprawy, co mnie skłoniło do tego, by ci się poddać. Nigdy ci nie mówiłam, bo uznałam to za nieistotne. Ale tak naprawdę to ma znaczenie, bo po to właśnie wtedy po raz pierwszy pozwoliłam sobie na chwilę słabości, posłuchałam czegoś innego niż własny rozum. Mówiły mi: „Nie bój się, ten pocałunek nic między wami nie zmieni. Korzystaj z chwili Nie stracisz go.” Cóż za ironia... Nie posłuchałabym ich w najbardziej błahej sprawie, bo przecież nie jestem już małą dziewczynką. Sama potrafię myśleć, a wtedy uznałam ich zdanie za ostateczne, bez słowa sprzeciwu. Bo chciałam im wierzyć.

To była piękna noc. Pamiętasz dziesiątki fajerwerków rozświetlających atramentowe niebo nad Wisłą? Pamiętasz wianek, który przypłynął nam pod nogi, by za chwilę zawrócić? Pamiętasz gwiazdy na nieboskłonie? Czary. Miałam wrażenie, że to wszystko było dla nas. A to, co stało się później, było dla mnie cudem.

Nieraz pytałeś mnie, czy żałuję. I zawsze mówiłam, że nie. Zawsze mówiłam, że wszystko w porządku. Bo jak można żałować czegoś tak wspaniałego, prawda?

***

„I found a tone to say - I’ll be O.K., look... I’m still here -
Lying is my way to keep these feet walking around
While my soul instead
Has found a way to reach your ground”

***

Tak śpiewała nam u ciebie w domu. Nie słuchałeś jej. Nie zauważyłeś, że śpiewa o mnie. Ja też kiedyś nie chciałam tego widzieć. Zaprzeczałam sobie tak długo, jak się dało. Było mi tak trudno, że sama się siebie bałam. Bałam się swojego własnego serca i nauczyłam się, że ciężko wtedy oddychać. Ale nie ucieknę przed samą sobą. Nie potrafię przestać, mimo, że tak bardzo się staram. Potrzebuję cię jak powietrza. I godzę się na mniej, bo to dzięki tobie poznaję siebie, swoje serce i swoją duszę. Jeszcze nie do końca, ale już znacznie lepiej. Jedno twoje słowo i znalazłabym dla nas sposób. Jedno słowo, którego nigdy nie usłyszę. I wiesz, co mnie boli najbardziej? Że ciebie nic już nigdy nie będzie obchodzić. Bo to dla mnie wszystko było takie piękne i głębokie. To ja poznawałam czary po raz pierwszy. To ja dałam wszystko, co wtedy mogłam ci dać. I nieważne, że chciałeś, żebym robiła to już zawsze, nieważne, że było ci dobrze. Bo to ja cię pokochałam. Przy tobie czułam się bezpieczna i twoje usta chciałam czuć na swoich. Tak naprawdę to ja chciałam, żeby to trwało wiecznie.

A teraz pragnę tylko o wszystkim zapomnieć. Nienawidzę tego, co czuję, bo zdaję sobie sprawę, że ty byś mnie nie zrozumiał. Bo przeszedłeś w życiu przez więcej niż ja i inaczej wszystko postrzegasz. I teraz już wiem, wiemy oboje, że pocałowałeś nieodpowiednią osobę.

O nic cię nie oskarżam, choć może tak to wygląda. Nie chciałeś mi zrobić krzywdy, przecież jesteś dobry, prawda? Tak bardzo się od siebie różnimy, że czasem zastawiam się, dlaczego w ogóle ty... I nie potrafię tego zrozumieć. Gdybyś się o wszystkim dowiedział, pewnie uznałbyś, że jestem szalona. A może poczułbyś się winny. Wczoraj myślałam, że masz prawo wiedzieć, ale szybko przypomniałam sobie, że ty wcale nie chcesz. Bo i po co. Teraz jesteś szczęśliwy i nie myślisz o mnie.

A ja siedzę w tym zimnym pokoju i boję się swoich łez. Panicznie się ich boję. Modlę się, żeby ich źródło w końcu wyschło. Wiesz, kiedy ostatni raz płakałam? Gdy po raz kolejny mówiłam ci, że wszystko w porządku. U ciebie w domu, poszedłeś spać, a ja płakałam. Byliśmy tam oboje, ale tak naprawdę to zawsze byłam sama. Wtedy zdałam sobie sprawę, że to już koniec. Wcześniej nie chciałam w to wierzyć. Dopiero, gdy spojrzałam ci w oczy, zrozumiałam, że nie będziesz mój. I boli mnie to tak bardzo, że czasem tracę zmysły. Za nic w świecie nikomu o tym nie powiem. Staram się być silna, mówią mi, że jestem. Ale nie wiedzą, co czuję. Nikt nie wie.

Kiedyś myślałam o tym, jak by nam było razem. Ty też? Nawet nie zdążyłam cię zapytać, a teraz już nie mogę. Nie dowiem się, co myślałeś i co teraz myślisz. To smutne, że już nie potrafię przewidzieć twojej reakcji. Że mógłbyś mnie źle zrozumieć. Że nie wiem jak mówić. Moja dusza krzyczy do ciebie, ale ty jej nie słyszysz, bo nie potrafię ubrać tego krzyku w słowa. I marzę o tym, byś był w stanie czytać moje najgłębsze myśli. „Kocham cię” po raz pierwszy to nie wystarcza. Bo zbudowaliśmy między nami mur, którego już się nie da zburzyć. Pozdrów ją ode mnie.

-----

wykorzystany fragment piosenki L. Fabian "Intoxicated" (L. Fabian, G. Barlow)