Pytania do Lary

Jaka jest największa przyjemność, którą czerpiesz ze swojego sukcesu?

Przyjemność bycia sobą, bez kalkulowania i w tym samym czasie bycia gwiazdą. Wiem, że to intryguje. Mówi się, że to niemożliwe żebym tylko grała szczerą... Odnosisz sukces, gdy z tej samej przyczyny albo cię kochają, albo nienawidzą. Wydaje mi się, że publiczność, która mnie kocha, mówi sobie, że mogłabym być ich sąsiadką, kuzynką, albo matką ich dzieci. Musieli zauważyć we mnie coś tak zwyczajnie prawdziwego, że pomyśleli sobie, że każdy może tyle osiągnąć. Pochodzę z małej miejscowości koło Brukseli. Odbyłam zwyczajne studia. Pomogła mi moja ciekawość i dar boży w postaci głosu, ale przede wszystkim miałam ogromną wolę odniesienia sukcesu. Jestem przekonana, że każdy z nas, bez wyjątku, ma w sobie coś niezwykłego, nie ważne w jakiej dziedzinie, a ja mogę dawać inspirację.

Jak zdefiniowałabyś swoje ambicje?

Stać się międzynarodową gwiazdą bez przymusu pójścia na kompromisy, które zabijają człowieczeństwo. Ambicja jest piękną bronią, ale trzeba wiedzieć jak się nią posługiwać, bo inaczej, może nas wystawić na atak. Nigdy nie poświęciłabym najprostszego kobiecego szczęścia dla kariery. Obiecuję, że w wieku 40 lat nie będę topić swych smutków w wódce. To nie pieniądze, czy sława zostaną po mnie dla potomnych. Chcę, żeby to było szczęście, które będę dawać.

Bawisz się czasem w wywoływanie u siebie strachu myśleniem "co by było, gdyby to wszystko się skończyło"?

Codziennie z tym żyję. Brakowałoby mi śpiewania, ale jeśliby się to zdarzyło, to znaczyłoby, że to po prostu było mi pisane. Jestem wielką fatalistką. Zajęłabym się moją rodziną. Pisałabym książki, piosenki, scenariusze. Robiłabym inne rzeczy. W życiu nic nie kończy się ze sławą. Wręcz przeciwnie, gdybym utraciła kogoś, kogo kocham najbardziej na świecie, gdybym miała raka, albo zniknęłoby dziecko z mojej rodziny, wtedy moje życie by się skończyło.

Czasem czeka się na sukces latami, a gdy ten przychodzi, wszystko dzieje się tak szybko, że nie ma się nawet czasu z niego korzystać...

Nie ja! Ja z niego korzystam na maksimum! (uśmiecha się) Czerpię przyjemność z każdego programu telewizyjnego, z każdego wywiadu, każdego koncertu i za każdym razem powtarzam sobie, że mam szczęście. Postrzegam wszystkie te chwile jako wielkie prezenty od losu...

Musisz być z siebie dumna...

W chwili, gdy moje otoczenie usłyszy ode mnie, że jestem genialna, upoważniam je do dania mi dużego klapsa. W tym zawodzie szybko może uderzyć do głowy woda sodowa, ale ani Rick (jej menadżer - przyp. F.C.), ani ci, którzy mnie otaczają, nigdy nie pozwoliliby mi na coś podobnego. Na szczęście!

Mimo, że wydajesz się kontrolować swój sukces, niektórzy często mówią o tobie, że robisz zbyt wiele. Co im odpowiadasz?

To prawda, że być może robię zbyt wiele... Ale mam tyle obaw, że wszystko może się skoczyć jutro, moja kariera, ale również moje życie, że się nie oszczędzam. Wolę zrobić za dużo, niż mówić sobie w wieku 60 lat: "Powinnam była..."

Czy to sukces daje ci tą pewność:

Wręcz przeciwnie! Dopiero teraz się boję! Wcześniej, gdy nikt mnie nie znał, nie miałam nic do stracenia. Dzisiaj nie chciałabym zawieść zaufania, które daje mi publiczność. Ale równocześnie mój wybuchowy sycylijski charakter sprawia, że dalej płynę, pomimo przeszkód i potknięć. Obecnie mam bardzo dużo na głowie i to mi sprawia problem, jak zresztą każdemu. Jestem zmęczona, wyniszczona. Ale to po to, by móc znów wstać i lepiej wystartować. Wiele osób kiedyś mnie zniechęcało. Mówili mi nawet: "Za dobrze Pani śpiewa, to nie może się udać...". Ale od zawsze w siebie wierzyłam. Wiem, że mam to, czego potrzeba, by osiągnąć sukces. Na przykład wiem, że mój angielski album jest dobry i ma wszystko, co powinien mieć, żeby sobie poradzić i nikt nie jest w stanie sprawić, żebym w to zwątpiła.

Czy mimo tego czegokolwiek żałujesz?

Niedawno przeglądałam w gazecie przepisy i naprawdę odczuwałam czegoś brak myśląc o obiadach, które tak uwielbiam pichcić w domu dla moich bliskich. Dzisiaj rzeczywiście muszę zwalić winę na brak czasu. Mam tyle rzeczy do zrobienia, do nauczenia się, do zobaczenia, do powiedzenia, do zrozumienia... Chciałabym, żeby doba trwała 48 godzin! (śmiech)

Aby zostać piosenkarką, w dwóch znaczeniach przekroczyłaś Atlantyk. Czy sprawa przynależności narodowej jeszcze coś dla ciebie znaczy?

Bardzo wcześnie powiedziałam, że jestem obywatelką świata. Moja mama jest Włoszką, tata Belgiem, babcia ma korzenie holenderskie... W mojej rodzinie są Hiszpanie, Żydzi. W anglosaskim kraju zdecydowałam się żyć w Québecu. Oficjalnie jestem Kanadyjką. Od razu gdy mogłam, kupiłam sobie dom w Montréalu. W Paryżu wynajmuję mieszkanie by uniknąć piekła hoteli. W głębi serca jestem trochę Włoszką i bardzo silnie Belgijką, bo spędziłam tam 20 lat. Ale to w Montréalu jestem u siebie. 

Czy niektóre gesty lub komplementy jeszcze sprawiają, że się czerwienisz?

Różowią mi się policzki, tak, to mi się zdarza codziennie. Mimo, że na to nie wyglądam, jestem bardzo nieśmiała. Obecnie - zupełnie nie wiem dlaczego - wszyscy mi mówią, że jestem piękna. Za każdym razem, wprawia mnie to w zakłopotanie. Uśmiecham się jak głuptas i pytam, co też mi się przytrafiło! (śmiech) Niektóre kobiety są zawstydzone tym, że się czerwienią. Ale to żaden wstyd, chyba że się popełni jakieś głupstwo. Gdy natomiast zmienia nam się kolor skóry z powodu jakiegoś komplementu, spojrzenia mężczyzny, przyjaciela, czy jakiegokolwiek innego miłego powodu, to jest to przepiękne.

A twoja reakcja na mężczyznę, który się czerwieni?

To się zdarza już rzadziej. Ale uwielbiam to! Zupełnie mnie to rozczula. Widząc mężczyznę, który się czerwieni nie uważam go za słabego. Przyznać się do swoich słabości, to być świadomym swoich mocnych stron. 

Ze wszystkich dowodów miłości jakie otrzymałaś, który był najpiękniejszy?

Pewnego wieczoru w Paryżu, 8-letnia dziewczynka dała mi piwonię. Powiedziała: "To twój ulubiony kwiat, zasadziłam go w moim ogródku." I dodała: "Wiesz, straciłam tatusia. To głupie co powiem, ale od tamtej pory troszeczkę mi go zastępujesz". Dla mnie dzieci są bardzo ważne. Więc zatrzymałam przy sobie tą dziewczynkę po spektaklu i spotkałyśmy się później kilka razy. Mówiąc szczerze, za każdym razem gdy jestem we Francji, staram się, żebyśmy się widziały jak najczęściej. Wiem, że ona tego potrzebuje i dziś mam wrażenie, że ja też potrzebuję jej.

Masz jakąś pamiątkę w postaci listu?

Tak, tego od małej Amandine, która po stracie ojca zasypia przy mojej muzyce, jakby mój głos łączył to, czego jej brakuje, z tym, co jej zostało. Utrzymuję z nią korespondencję, zapraszam na moje koncerty, widuję się z nią. Zawsze robię też coś dla chorych osób.

Napisałaś piosenkę "La différence" ("Różnica") o homoseksualiźmie. Co myślisz o walce homoseksualistów o prawo do życia, do zawierania małżeństw i wychowywania dzieci?

Moja muzyka nie jest upolityczniona, tego sobie nie życzę. Napisałam tą piosenkę jak maluje się płótno, nie mówiąc, że heteroseksualiści się mylą, a homoseksualiści mają rację. Napisałam ją, bo ten problem pojawił się blisko mnie, przez odmienność przyjaciela. Jeden z moich kolegów, Nicolas, jest homoseksualistą. Pewnego wieczoru płakał z gniewu u mnie w domu. Był bardzo nieszczęśliwy... Wzięłam więc pióro dla niego i dla wszystkich, którzy są w podobnej sytuacji. Chciałam wywołać tolerancję, cierpliwość i, przede wszystkim, zmienić sposób w jaki niektórzy heteroseksualiści postrzegają świat gejów, przez pewien negatywny pryzmat. Gdy obserwujemy świat heteroseksualistów, też jest w nim dużo poważnych problemów: cudzołóstwo, bicie i zdrada kobiet, pedofilia, przemoc wobec dzieci. Dlaczego więc nie spojrzeć na gejów w sposób pozytywny? I podziwiać zgrane pary, który przeżywają, w przeciwieństwie do wielu par heteroseksualnych, prawdziwą pasję od wielu lat? Nienawidzę tej tendencji do twierdzenia czegoś, co nie jest zgodne z prawdą, z rzeczywistością.

Boisz się nietolerancji?

Nienawidzę jej, ona mnie destabilizuje, buntuję się przeciwko niej. Tolerancja jest podstawą pokoju. Jeśli jest teraz tyle kłótni, zachwiań równowagi, czy to psychicznej, mentalnej, czy fizycznej, to, w tej chwili, jest to spowodowane nietolerancją.

źródło: www.larafabian.ch (MERCI a Hezia!!!)